|
Zakupowy mąż, jak już tylko przez swą nieuwagę, tudzież lekceważenie nadbiegających zewsząd sygnałów, wpadnie w pułapkę, brzmiącą mniej więcej tak:
- Kochanie, zawieziesz proszę mnie i mamusię na zakupy do Silesi?- ma, powiedzmy sobie to szczerze, przechlapane.
A był jeszcze czas na prewencję. Ale zazwyczaj wypiera się ze swej świadomości to, co najgorsze, więc też i w czas nie uwierzyło się, że jednak zakupowy horror nadciąga. Kiedy nie ma już wyjścia, radziłabym zastosować się do kilku podstawowych zasad. A to w imię dobrych stosunków:
- małżeńskich- zadowolona żona, która nie musi wysłuchiwać wymówek umęczonego męża,
- rodzinnych- ukontentowana teściowa, nieoglądająca naburmuszonego i poczerwieniałego ze zduszonej złości zięcia,
- społecznych- przechodnie niewpadający pod najbliżej przejeżdżający samochód w panicznej ucieczce przed rozszalałym jegomościem, który w najwyższej fazie wściekłości zaczyna rzucać na oślep wszelkimi przedmiotami, jakie mu tylko wpadną w ręce, łącznie z zagłówkami i butelką płynu do chłodnicy.
Pamiętaj mężu, by przed wyjazdem z żoną twą na zakupy zaopatrzyć się w niezbędnik zakupowego męża, to jest, co następuje:
- gazetę codzienną- na dobry początek informacje z regionu zagłuszą nieco uczucie nieubłaganie nadciągającej nudy;
- miesięcznik hobbystyczny, np. „Góry”, „Podróże”, „Auto-Moto” albo co cię tam jeszcze interesuje;
- najnowszą książkę Dan’a Brown’a albo nawet Harry’ego Potter’a, bo to całkiem grube. Możesz również rozważyć zabranie ze sobą całej kolekcji „Polityki” „Lato z kryminałem”. Powinna wystarczyć na zabicie części czasu;
- zestaw płyt, które będziesz mógł odtwarzać w samochodowym radiu. Preferowane melodie kojąco-uspokajające;
- poduszkę pod głowę, gdybyś zechciał sobie uciąć drzemkę w czasie, gdy twa połowica będzie śmigać między półkami pełnymi ciuszków;
- a i nie zapomnij o dodatkowej karcie kredytowej, która, wierz mi, okaże się niezbędna. Wszak na karcie twojej żony jakiś imbecyl zapewne ustanowił zatrważająco niskie limity. Na waciki ma to wystarczyć, czy co?
Gdyby jednak wszelkie wymienione wyżej zabijacze czasu nie wystarczyły, musisz pamiętać, że:
- Pod żadnym pozorem nie wolno ci wydzwaniać co pięć minut do żony z pytaniem, czy już kończy. Nie kończy. I długo jeszcze nie skończy.
- Nie staraj się tez szukać jej w zakamarkach centrum handlowego. Już ona dobrze wie, jak skutecznie schować się przed tobą w najbliższej przebieralni.
- Nigdy więcej nie posądzaj swej żony o brak orientacji w terenie. Jeśli jeszcze masz jakieś wątpliwości, spróbuj założyć się z nią, kto pierwszy trafi z Ryłko do Baty. Nawet, jak już się dowiesz, co te dziwne nazwy znaczą, to i przy użyciu szeroko dostępnej mapki Silesi, nie pokonasz swej wytrenowanej w zakupowych biegach połowicy.
- Zabrania się także wykrzykiwania gróźb karalnych w stylu: „wracaj do auta, bo odjadę”! To odjeżdżaj. Ale któż chciałby być w twojej skórze, kiedy żona wróci umęczona z pełnymi siatami tramwajem do domu?
- Gdyby przyszło ci do głowy towarzyszyć żonie w jej wędrówce sklepowej, zamiast czekać grzecznie w samochodzie i zadowalać się pożywką duchową, której dostarcza ci niezbędnik zakupowego męża, pod żadnym pozorem nie rób scen. Teatralne wzdychanie na pół sklepu, unoszenie rąk w geście poddańczym, przytupy obolałymi kończynami, w końcu ciągnięcie ukochanej za rękaw w stronę wyjścia nie mogą się dobrze skończyć.
Najlepiej by było, gdybyś został miłośnikiem X Muzy. Mógłbyś wtedy na okres każdego maratonu zakupowanego udawać się na maraton filmowy do pobliskiego kina. Myślę, że ekwiwalent czasowy trzech filmów, szczególnie po dodatkowym uwzględnieniu półgodzinnych reklam przed każdym seansem, w zupełności wystarczyłby twojej żonie na zaspokojenie potrzeb nabywczych. A ty byłbyś na bieżąco z repertuarem. Nie jesteś fanem kinematografii? Masz chłopie przechlapane.
P.S. Przenigdy nie zadawaj bezsensownego pytania: "ile to wszystko kosztowało"? Czy to naprawdę ważne? Wyraz błogiego szczęścia na twarzy żony powinien być źródłem twojej radości.
|